Ceremonia rozdawania nagród  filmowych czy muzycznych to doskonała okazja, by podpatrzeć, w co ubiera się „wielki świat”. Niestety – bardzo często oprócz zachwytów nad kreacjami gwiazd towarzyszy nam uczucie niesmaku i zażenowania. Aż wierzyć się nie chce, że osoby zarabiające takie olbrzymie pieniądze, które mają osobistych dietetyków, psychoanalityków, osobnego fryzjera na wyjście na miasto i innego na wyjście wieczorne, są w stanie tak źle się ubrać.

 

Z jednej strony może to świadczyć o ogromnej potrzebie podkreślenia, że nie obchodzi danego celebryty, co o nim piszą w gazetach, ale to zakrawa na fałszywą skromność – przecież ci ludzie istnieją praktycznie tylko dlatego, że ktoś chce ich oglądać! Rozumiem jeszcze gwiazdy muzyki – w zalewie psychotycznej papki pewna doza wydumanej oryginalności jest potrzebna, by zaistnieć (choć taka Lady Gaga dawno przekroczyła granice przyzwoitości w tej dziedzinie – nie polecamy naśladować!). Jednak aktorzy, osoby o pięknych ciałach, nad którymi nieustannie pracuje sztab specjalistów?

 

Z drugiej strony może to właśnie efekt zbytniego polegania na opini otoczenia. Aktorka patrzy w lustro i nie potrafi już sama ocenić, czy w czymś dobrze, czy źle wygląda. Ona musi mieć człowieka, który jej podpowie, że fani źle reagują, kiedy chodzi w czerwonym, a odkąd nosi włosy związane w kucyk, spadła oglądalność serialu.

 

A my, widzowie patrzymy na porażki modowe dojrzałych kobiet, które powinny już być w wieku, kiedy same dobrze wiedzą, czego chcą. Smutne.